polsko-wloskie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2011

Mialam czternascie/pietnascie lat. I tamtego dnia, siedzac przed komputerem i odkrywajac strone do czatowania z obcokrajowcami po angielsku nigdy nie pomyslalabym, ze szesc lat pozniej przeprowadze sie do innego kraju, o ktorym niewiele wiem, a moje zycie zmieni sie o sto osiemdziesiat stopni.


Mialam czternascie lat i bylam ciekawa swiata. Procz tego, bylam zakochana w jezyku angielskim, mimo ze go nie umialam, bo bylam dzieckiem i nie mialam wtedy okreslonych marzen, planow, ani wyraznego hobby. Fascynowalam sie tym i innym dookola. Az tamtego dnia postanowilam znalezc kogos, z kim moglabym pogadac po angielsku (przez internet, bo wtedy tez odkrywalam internet i jego zasoby). Przez przypadek znalazlam strone, zarejestrowalam sie, podajac wiek – 18 lat (myslalam – a co, zabawie sie, przeciez jestem tam tylko po to, zeby poczatowac, a nie, zeby szukac jakichs przyjaciol). Uzupelnilam profil, podajac tylko wiek, kraj i zainteresowania. Nie wrzucilam nawet mojego zdjecia. Juz nastepnego dnia napisal On, przedstawiajac sie jako Wloch (pozniej sie okazalo, ze tez oklamal mnie co do wieku, podal 3 lata mniej). I zaczelismy do siebie pisac.

Byl wtedy w zwiazku. Z inna Polka. Ale mnie nie interesowal wcale, wiec bylo mi wszystko jedno. Na poczatku mi sie nie spodobal. Po uzupelnieniu profilu na tej stronie napisal do mnie tylko on i nikt wiecej. Ale to nie mialo znaczenia. Co prawda szkolilam swoj angielski, ale w zadnym wypadku nie bylam zainteresowana mezczyznami. Jaki on byl na poczatku? Kiedy wracam pamiecia do tamtych dni, a wlasciwie miesiecy, widze usmiechnietego mlodzienca, bo nastolatkiem nie byl, ale nie byl tez dojrzalym facetem – usmiechal sie praktycznie zawsze. Mial czarujacy usmiech i wielkie, brazowe oczy, oczywiscie czarne wlosy. W kamerce rzeczywiscie wygladal jak Wloch, wiec w sumie nie mialam powodow, zeby mu nie wierzyc. Pamietam tez, ze dawal mi rady. Wiele rad. Wiedzial, ze jestem mloda i radzil mi, zachowujac sie jak doswiadczony staruszek. Te rady z czasem zaczely mi wychodzic bokiem i… zerwalam z nim kontakt. Po prostu pewnego dnia przestalam czytac jego e-maile i odpisywac.

W tym czasie moje zainteresowanie angielskim bardzo, ale to bardzo sie rozwinelo i zaczelam chodzic na korepetycje z angielskiego. Po roku opanowalam dwa poziomy i w szkole zaczelam wyprzedzac innych. Kiedy widzialam, ze jestem od nich w jakims sensie lepsza, zaczelam byc z tego dumna i jeszcze bardziej sie przykladac do nauki. Ale angielski znalam tylko teoretycznie, nadal nie potrafilam sie dobrze porozumiec w mowie. 

Po jakichs szesciu miesiacach, albo nawet i wiecej, juz nie pamietam, na lekcji informatyki w szkole mialam wolna chwile i razem z kolezanka postanowilysmy sprawdzic moja poczte. Okazalo sie, ze jest tam nowa wiadomosc, swieza, od niego. Po powrocie ze szkoly odpisalam mu i tak sie zaczelo. Po kilku dniach zaciagnelam rodzicow do sklepu i kupilismy kamerke internetowa, bo On tez ja mial i chcial mnie zobaczyc. Dalam mu tez moj numer telefonu, ale nie kwapil sie, by go uzyc i do mnie zadzwonic. Pewnego dnia dostalam nastepnego maila, ktory mniej wiecej brzmial tak: „Musze ci cos powiedziec, nie jestem Wlochem i nie mam na imie ….., ale ….. i jestem Pakistanczykiem. Nie mam tez … lat, ale jestem 3 lata starszy”. Pomyslalam – okej, dobrze nam sie rozmawia, dobrze sie z nim czuje, wiec nie wazne, czy jest z Europy, czy z Azji. Po tym i ja powiedzialam mu moj prawdziwy wiek, ale nie przerazil sie tym.

Byl czarujacy. Czarowal mnie na kazdym kroku, a juz najbardziej tym usmiechem. Ale dopiero kiedy wyslal mi zdjecie bez koszulki zdalam sobie sprawe z tego, juz jako chyba szesnastolatka, ze jest przystojny. Wczesniej mi to szczerze mowiac nie obchodzilo. Oczywiscie zdjecie wydrukowalam, pokazalam kolezankom ze szkoly i wlozylam do pamietnika, ktory od tamtego czasu pisalam po angielsku. Rozmawialismy o wszystkim i o niczym. Rytual byl taki. Wracalam ze szkoly i szlam do komputera. Czekalam na niego. On wracal niedlugo potem z pracy, nie bral nawet prysznica i szedl do komputera, wlaczal kamerke i czatowalismy. Z czasem zaczelam sie uzalezniac od tych czatow. Mozna powiedziec, ze tamtego czasu zachwycalismy sie soba nawzajem. Mowilismy sobie swoje sekrety, ja wysluchiwalam jego, kiedy skarzyl sie na swojego ojca, a on wysluchiwal mnie i moich nastoletnich rozterek. 

Po ok. dwoch latach od poznania sie, dokladnie pamietam te date – 27.11.2006 roku – zadzwonil do mnie pierwszy raz. Wczesniej nigdy nie slyszalam jego glosu. Odebralam i… zakochalam sie. W jego glosie. W jego samym. Jak sie pozniej okazalo, on tez wtedy poczul cos, slyszac moj glos. Rozmawialismy przez jakies piec minut, bo ja bylam zbyt podekscytowana i ciagle mowilam, ze jestem niesmiala, kiedy on pytal mnie o to i owo. Zorientowalam sie, ze przekroczylismy pewna bariere – od tamtego czasu nie byl juz tylko „znajomoscia” z internetu – byl przyjacielem. Od pierwszej rozmowy zaczelam sie w nim stopniowo zauraczac, a pozniej wszystko poszlo szybko i (nie)oczekiwanie.

CDN

Dzisiaj nie napisze „naszej historii”, poniewaz wczoraj wrocilam do domu bardzo pozno i nie mialam nawet czasu sie ogarnac. Caly dzien na uniwersytecie, zero przerwy, a jadlam w drodze do nastepnej klasy, nawet nie bylo czasu zajrzec do mensa universitaria (stolowka studencka), na ktora mam znizke.


Egzamin z informatyki, o ktorym tutaj wczesniej pisalam, musialam powtorzyc, bo zamiast wynikow otrzymalam maila od profesora, w ktorym napisal, ze „plik z egzaminem jest uszkodzony, prosze przyjsc w czwartek o 14.00 do mojego biura, zeby powtorzyc egzamin”. No to poszlam. Przychodze, a tutaj w kolejce 12 osob przede mna. A przeciez ricevimento (hmm… po polsku to bedzie „godziny przyjec”) sie konczylo o 16.00, czyli dwie godziny pozniej. No dobra. Usiadlam i czekam. Minely dwie godziny, umieralam z glodu, a przede mna jeszcze 7 osob. Za mna dwie. W koncu profesor postanowil przyjmowac po dwie osoby i na dwoch komputerach robily egzamin. Po 3,5 godzinach weszlam ja, zrobilam egzamin tak szybko, jak tylko sie udalo i ucieklam do domu. Oczywscie zdalam. :) Czyli 5 nastepnych kredytow zaliczonych. Mam juz 15 z… 60, ktore musze zdobyc w tym roku szkolnym.

On cos sie ostatnio zmienil. Przedwczoraj zapytal mnie cicho „Naprawde szukasz mieszkania?”…, a mnie sie zrobilo smutno, ale odpowiedzialam, ze tak. Ogloszenia w internecie sa, pare tez jest na uniwersyteckiej tablicy. Nie odezwal sie, ale widzialam, ze byl troche rozczarowany. Od kiedy osiagnal (chyba) szczyt swojej zlosci, to jest polamal ladowarke od komputera, sluchawki i noz, uspokoil sie. Ba, zaczal byc mily i wreszcie sie jako tako dogadujemy. Moze On teraz czeka na moj ruch?

Witam. W sprawie mieszkania narazie nic nie udalo sie zdzialac, nikt nie odpowiedzial. Wyslalam tez maila na uniwersytet, zeby zapytac, czy sa jakies wolne miejsca w akademiku, ale nic nie ma. Udalo mi sie ustalic, ze powiadomia mnie, gdy jakies miejsce sie zwolni.


Jutro napisze, jak to od poczatku bylo z Nim, jak sie poznalismy i jaki mi sie na poczatku wydawal – az do czasu, jak przyjechalam do Wloch. Tutaj wszystko sie zmienilo. Dziekuje Wam wszystkim za komentarze i maile, nie spodziewalam sie tak wielu. Odezwalo sie do mnie pare dziewcyzn, ktore sa/byly w takiej samej sytuacji, jak ja. Ciesze sie, ze mozemy wymienic doswiadczenia.

Dostalam tez jedna anegdote, ktora dobrze chyba odzwierciedla moja sytuacje - 



Fragment o badaniach przeprowadzanych na kaczkach.
Były sobie dwie kaczki. Jedna mechaniczna i jedna żywa.
Obu kaczkom dano pod opiekę małe kaczątka.
Różnica w wychowaniu polegała na tym, że mechaniczna kaczka co jakiś czas dotkliwie dziobała swoje małe kaczątka. 
Żywa kaczka była normalną kaczką.

Gdy kaczątka żywej kaczki podrosły, zaczęły się usamodzielniać. Odchodziły od niej, badały nowe tereny, słowem – dystansowały się z wiekiem.
Gdy kaczątka mechanicznej kaczki podrosły, zachowywały się jakby wciąż były małymi kaczątkami. Nie tylko nie odchodziły od niej, ale cały czas dzielnie znosiły kary cielesne.
Owe badania dowiodły, że silniejszą więź z matką zachowywała grupa dziobana. Im mocniej były krzywdzone kaczątka, tym bardziej stawały się uzależnione od krzywdzącej je kaczki. 

Z ludźmi nie jest inaczej. 
Zniewolenie nie zawsze wyzwala chęć wyzwolenia. Często uczy bezsilności. 


Mimo, ze on sie tak zachowuje, nie potrafie podjac decyzji i od niego odejsc, omotal sobie mnie wokol palca i ma nade mna pelna przewage…

Ale dzisiaj na przyklad (oraz wczoraj) zachowywal sie nadzwyczaj dobrze, nawet pomogl mi w gotowaniu i wreszcie normalnie porozmawialismy. Sa lepsze dni i gorsze dni. Dlatego tak ciezko mi odejsc.

Od ostatniej notki zamiescilam ogloszenie, ze szukam stancji, na kazdym wloskim portalu z ogloszeniami, jaki znalazlam w sieci. Jeszcze zero odzewu. Naprawde nie ma nikt nic do wynajecia studentce!? Jutro wywiesze na tablicy na uniwersytecie nastepne ogloszenie, i bede sie modlic, by ktos odpowiedzial.


Wiem, ze on sie nie zmieni, ale trwam w tym nadal, jestem glupia, majac nadzieje… bardzo mnie cieszy, kiedy on sie dobrze zachowuje, kiedy mnie przytula, a przy takich awanturach, jakie mi robi, mam caly czas nadzieje i czekam na to, ze on znow zacznie sie dobrze do mnie odnosic i tak wegetuje… Wiem, slepo sie zakochalam, przywiazalam i ciezko mi odejsc. Az mi wstyd.
 
Zastanawia mnie od dlugiego dlugiego czasu, skad sie u niego bierze zlosc. Z tego, co zauwazylam przeszkadza mu, jak kobieta ma wlasne zdanie, on wolalby wszystkie decyzje podejmowac sam. To moze to go tak zlosci. Wiem, ze w jego rodzinie tez dochodzilo do takich spiec, bo jego ojciec probowal zabic matke pistoletem, nozem, kiedy przyjechala do Pakistanu wzial jej wize i juz nie moze przyjechac do Wloch. A wiec agresja w jego rodzinie nie jest niczym obcym… Moze to stad sie bierze cala ta zlosc? 
 
Ja znam historie Polek z muzulmanami, ktore sa szczesliwe, przynajmniej tak mowia, tylko ze… wszystkie przeszly na islam. Tak mowia, bo bedac muzulmankami nie moga nic zlego powiedziec na temat muzulmanow, bo islam zabrania krytyki swojej religii. Dla mnie islam jest zla religia i nie mam zamiaru na nia przechodzic, jestem szczesliwa bedac kims pomiedzy chrzescijanka/deistka.
 
Jestem zrozpaczona i rozczarowana. Przyjechalam do Wloch DLA NIEGO. Poszlam na studia DLA NIEGO. Moglam rownie dobrze studiowac w Polsce, to, o czym marzylam od dawna, ale zeby byc blizej niego przyjechalam tutaj. Bez znajomosci wloskiego. Po 6 miesiacach moge sie dogadac i rozumiem wyklady. Przyjechalam sama, jedyne udogodnienie bylo takie, ze on dal mi pokoj w swoim domu. Moja rodzina bardzo go akceptuje, az nie mgoe w to uwierzyc, ale nie znaja jego prawdziwej twarzy, bo ja nigdy o tym nic nie mowilam, a on tez jak jestemy w Polsce gra aniolka, nawet pije piwo z moim ojcem. No po prostu 100% zeuropeizowany Pakistanczyk. To tylko pozory, bo w domu we Wloszech ze swoim bratem nigdy by sie nie napil nawet wina do obiadu. Mnie zabrania pokazywac bratu, ze mam alkohol w pokoju, procz tego kreci nosem, jak zaloze spodenki krotsze niz do kolan.
DZIEWCZYNY, UWAZAJCIE! Sniada karnacja i umiejetnosc czarowania kobiet to nie wszystko, oni maja druga twarz, ktorej Wam nie pokaza dopoki z nimi nie zamieszkacie i nie poznacie ich od kuchni!
 
Jesli juz znajde mieszkanie, pozostanie ostatni problem – jak powiedziec rodzicom, ktorzy go po prostu kochaja i czcza, ze sie od niego wyprowadzam?
Na uniwersytecie zaczal sie drugie semestr i postanowilam calkowicie poswiecic sie nauce, mniej myslec o problemach z Nim. Same sie nie rozwiaza, wiem, ale przynajmniej postaram sie tym wszystkim tak nie dolowac.
To smutne, ze niektorzy ludzie uwazaja moj blog za jakas prowokacje i nie wierza mi w to, co pisze… W koncu od tego jest internetowy pamietnik, zeby z siebie wyrzucac to, co nas martwi, nie zalozylam tego bloga po to, zeby kogos specjalnie oczerniac, albo zeby pisac jakies bajki..

Nie moge

14 komentarzy

Wezcie mnie stad, prosze, albo sama wykituje… Juz nie mam sily…


Dzisiaj byla moja kolej na gotowanie, zrobilam paste, pozniej herbate, pozmywalam wszystko, co bylo, wszystko wydawalo sie byc okej, nie bylo miedzy nami sprzeczek… az do czasu, kiedy poprosilam go, zeby mnie jutro rano podwiozl na dworzec, jak bedzie jechal do pracy. Powiedzial, ze nie. Zdziwilam sie, bo bylam dla niego mila…
Pozniej juz wszystko poszlo z gorki. Zezloscil sie i powiedzial mi cos niemilego, aha, chyba to, ze jestem dziwka (?! nie znam wierniejszej kobiety od siebie, tak nawiasem, jestem mu wierna jak pies). Rozplakalam sie, bo juz nie mialam sily. W koncu powiedzialam, ze chcialabym, zeby on mnie sprobowal zrozumiec, a nie tylko krzyczec i sie zloscic… Przewrocil mnie, rzucil we mnie czyms twardym i zaczal na mnie krzyczec… Ze jestem dziwka, ze przeklina dzien, w ktorym mnie poznal, ze predzej mnie zabije nozem niz podwiezie mnie na dworzec… No to ja juz calkowicie zostalam zbita z tropu i stracilam nerwy, po prostu lezalam na tej podlodze i plakalam. On sie zamachiwal, by mnie uderzyc, i krzyczal cos w zlosci, a ja zakrywalam sie rekami i nogami i tylko drzalam i modlilam sie, zeby mi nic nie zrobil. On zaczal mnie wyganiac do mojego pokoju, ciagnac mnie za rece, zebym sobie poszla… Powiedzialam mu tylko, zeby juz mnie wiecej nie dotykal i do mnie nic nie mowil.


No i sobie poszlam, z placzem do mojego pokoju… Jego nastepna misja pt. „Upodlenie Natalii” sie powiodla… Ale moglby mi ktos wytlumaczyc, dlaczego on tak zrobil? Dlaczego tak sie wkurzyl? I dlaczego ja tak daje sie upadlac? Poszukuje ksiazki pt. Kobiety, ktore kochaja zbyt mocno, tytul wloski Donne che amano troppo. Moze ona da mi jakas wskazowke…

A co u mnie? Walentynki oczywiscie wypadly beznadziejnie, bo On nie akceptuje tego swieta i uwaza je za innowacje (tak jak wiekszosc muzulmanow), nie dostalam nawet buziaka w ten dzien, ani be ani me. Moze ja nie zasluguje na to, zeby byc akceptowana i doceniana?

Znalazlam pare stron z ogloszeniami o wynajeciu mieszkania i zamiescilam tam info, ze szukam, najlepiej blisko uniwersytetu, zebym nie musiala dojezdzac pociagiem. Chce byc od niego jak najdalej stad, chociaz zaczynam w tym wszystkim czuc swoja wine. Moze to on przeze mnie jest taki agresywny? Moze na sam moj widok on sie taki staje… Moze to ja tak na niego dzialam… odpychajaco…

Potrzebuje jakiejs wewnetrznej sily, sama sobie nie dam z tym rady… Nie moge nic powiedziec moim rodzicom, ani bliskim, musze sobie z tym poradzic sama.

Tylko, ze niedlugo i mnie bedzie potrzebny jakis psychiatra…

Szklo

5 komentarzy

Przyszlam do niego, zeby zapial mi z tylu bluzke. W efekcie potlukl szklanke, zniszczyl ladowarke do swojego laptopa, oderwal raczke od noza i potlukl trzecie z kolei sluchawki do komputera. Oraz nazwal mnie dziwka.

Dlaczego? To, ze nie potrafi panowac nad swoim gniewem, to juz wiem. To, ze nie ma szacunku do kobiet tez juz wiem…
Notka miala byc o moim koledze Wlochu, ale jednak zaniechalam ten pomysl, biorac pod uwage najnowsze wydarzenia.

Chyba od Niego odejde. Od dawna stoje na rozstaju drog i szukam najlepszej drogi, najlepszego rozwiazania. Chyba wreszcie dojrzewam do tej decyzji, a zarazem sie jej boje i podswiadomie sie bronie przed podjeciem jej. Wypisze sobie tutaj wszystkie jego wady i zalety oraz to, jak mnie traktuje, co mnie boli, a co cieszy.

Najpierw minusy, bo ostatnio latwiej mi przychodza:
* nie traktuje mnie dobrze!
* ignoruje, kiedy cos do niego mowie
* kiedy o cos go pytam, smieje sie z mojego pytania i jak gdyby nigdy nic zaczyna zartowac ze swoim bratem w swoim jezyku
* jego jezyk mnie irytuje, nie tylko dlatego, ze go nie rozumiem, ale dlatego, ze kiedy go slysze chce mi sie po prostu wymiotowac
* kiedy przychodzi do niego jego PK kolega, jestem juz zupelnie zerem i musze go blagac, zeby ze mna porozmawial albo odpowiedzial, kiedy go o cos pytam (uwaza pewnie, ze nie ma sensu rozmawiac z kobieta, kiedy ma sie gosci plci meskiej)
* nigdy nie mowi mi, ze ladnie wygladam
* musze go prosic, zebysmy gdziekolwiek wyszli, nawet do znajomych czy po prostu na spacer (nie chcial nawet wyjsc ze mna poogladac fajerwerkow na balkon w sylwestra)
* oczekuje ode mnie, ze bede jego sprzataczka – nie zacznie sam myc naczyc, jesli go o to nie poprosze, kiedy jest jego kolej na gotowanie nie zacznie gotowac, poki ja nie umyje wszystkich naczyn
* nie chce spedzac ze mna czasu, kiedy ma zamiar obejrzec jakis film nawet mnie nie zapyta, czy chce z nim go obejrzec
* krzyczy na mnie
* bardzo sie szybko zlosci, nie potrafi pochamowac swojego gniewu, wtedy niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze
* musze go blagac, zeby podwiozl mnie na dworzec, kiedy wychodzi do pracy (jemu to zajmie 1 minute, a mnie 25 minut pieszo w zimnie) – jesli nie zrobie mu rano kanapek do pracy, to mnie nie podwiezie
* kiedy on idzie spac, internet musi byc wylaczony, tak ze ani ja, ani jego brat, nie mozemy juz z niego skorzystac – On wyznaje zasade, ze albo on i reszta, albo nikt
* ostatnio w przyplywie gniewu mowi mi „Idz sobie stad, nie chce Cie tu widziec” – za pierwszym razem rozplakalam sie jak dziecko, a pozniej juz mnie przestalo interesowac to, co on mowi
* jest dojrzalym facetem, a zarabia najnizsza srednia krajowa, nie jest wyksztalcony i nie chce nic z tym zrobic
* z tego co pamietam nigdy nie dal mi prezentu ani na urodziny, ani na walentynki, nie mowiac juz o Dniu Kobiet, podczas gdy ja nigdy o tym nie zapominam
* cale dnie po pracy i w weekend spedza na ogladaniu jakichs glupich filmikow na youtube o krykiecie, politykach, jakichs stage drama… wiec kiedy pokazalam mu 10 minutowy filmik przedstawiajacy historie Polski w pigulce, wylaczyk po 3 minutach
* kiedy wychodzimy do centrum handlowego na zakupy, on po 10 minutach sie na mnie wkurza bez powodu i chce wracac do domu


Jego poglady, ktore mi nie pasuja:
* jest muzulmaninem dosc ortodoksyjnym (kibicuje Talibom na przyklad)
* chce miec trojke dzieci, dla mnie zbyt duzo, wystarczy jedno
* chce, zebym po slubie przestala sie uczyc i pracowac, a mam zajac sie dziecmi i byc gospodynia domowa, a mnie takie cos zupelnie nie odpowiada, bo nie bede w pelni spelniona siedzac w domu i nianczyc dzieci, chce tez pracowac, uczyc sie i rozwijac sie
* jego mama mowi, ze zgodzi sie na nasz slub, jesli ja przejde na islam, co jest wykluczone


Plusy:
* czasami, jak mu sie chce to powie mile slowo, przytuli sie, zaproponuje jakies wspolne wyjscie (najczesciej kiedy jest w trakcie powrotu do pracy, dzwoni i mowi „przygotuj sie, za piec minut wychodzimy do centrum handlowego”, podczas gdy ja siedze w domu z nieswiezymi wlosami i zupelnie nieprzygotowana)
* dobrze dogaduje sie z moimi rodzicami
* kiedy mowi mi tak w zlosci, zebym sobie poszla z jego pokoju, ide sobie do mojego, a on zwykle po 2 minutach przychodzi i mowi, zebym wrocila
* kiedy bylam chora przyniosl mi leki z apteki


Odejsc?
Nie, bo:
* dobrze sie dogaduje z moimi rodzicami, oni czasami mu bardziej ufaja niz mnie i stoja za nim murem, a jak cokolwiek o nim zle powiem, to oni mowia, ze nie mam racji…
* mamy razem dobry seks (sorry za szczerosc:))
* wierze, ze on sie zmieni
* uwielbiaja go moi znajomi, najlepsza przyjaciolka powiedziala, ze to skarb miec takiego faceta

Tak, bo:
* przy nim czuje sie zupelnie zignorowana, zapomniana, porzucona, samotna, jak jakis robal a nie jak kobieta
* godzi nas zwykle tylko seks… co jest strasznie smutne, bo swiadczy tylko o tym, ze nie potrafimy sie ze soba dogadac
* przy nim wylalam juz z milion lez, a moje serce jest przelamane na pol przez te wszystkie klotnie, przez te ignorancje z jego strony, przez te jego proby sprowadzenia mnie do roli kobiety-sluzacej, przez ten brak szacunku do mnie

Nie wiem, bo:
* nie wiem, czy go nadal kocham, czy to tylko przyzwyczajenie, czy moze juz nienawisc. Przekonalam sie, ze bardzo cienka jest granica miedzy nienawiscia a miloscia…


Moglabym tak jeszcze wymieniac, wracajac pamieci do przeszlosci, ale i tak sytuacja miedzy mna a nim stala sie ostatnio nie do wytrzymania. Ja juz nie reaguje na to w zaden sposob, bo jestem zniszczona psychicznie.

Odejsc?

Era già passata la mezzanotte. Chinò la testa e sentì che non sarebbe riuscito a fermare le lacrime. Da tanto tempo ormai non si sentiva tanto solo. Sarà stata colpa del compleanno. La solitudine non locoglieva da un paio d’anni ormai, nella folle corsa della vitaq uotidiana. Ci si sente soli quando si ha tempo per pensarci. Lui non aveva tempo. Lui aveva organizzato il proprio tempo così bene che non gliene rimaneva. 

Janusz Leon Wisniewski „Samotnosc w sieci”



Egzamin z informatyki podstawowej poszedl dosc dobrze, skonczylam jako pierwsza (byl to praktyczny egzamin na znajomosc Worda i arkuszow kalkulacyjnych), a profesor, widzac moj polski dowod zaczal do mnie z usmiechem mowic po angielsku, ale to nie bylo konieczne. Naprawde mile uczucie. 

Wreszcie wyszlam „do ludzi”. Mozna powiedziec, ze przez prawie 3 tygodnie siedzialam w domu z drzwiami i oknami zabitymi na cztery dechy i nareszcie dzis moglam pooddychac swiezym powietrzem. Pojechalam do miasta. Przed egzaminem spotkalam jedna Ukrainke, tez robila ten sam egzamin, ktora jest we Wloszech mniej wiecej tak dlugo, jak ja, a po wlosku mowi pietnascie razy lepiej niz ja (zastanawiam sie ciagle, dlaczego i dochodze do wniosku, ze to dlatego, ze ma chlopaka Wlocha, bo moj po wlosku nie chce ze mna rozmawiac, upiera sie na angielski). Po egzaminie (ktory byl na innym wydziale) pojechalam jeszcze na moj wydzial oddac ksiazki do biblioteki. Po drodze mila niespodzianka – spotkalam dziewczyne z kursu wloskiego, Hiszpanke, pogawedzilysmy troche i poszlam dalej. Pozniej weszlam do pociagu i zobaczylam nadchodzaca kobiete z mala dziewczynka i trzema bagazami, chciala wejsc do tego samego wagonu. Pomoglam jej wniesc bagaze. Okazala sie Nigeryjka, pogawedzilysmy, a ja pobawilam troche jej coreczke Marie.

Dzien pelen kontaktu z ludzmi, tego mi od dawna brakowalo. Jednak po powrocie do domu zastalam Jego w ciemnym mieszkaniu bez pradu. Siedzial w pokoju ze swieczka na stole.

Ja: Dlaczego nie ma pradu?
On: Nie zaplacilem rachunku z grudnia, ale zadzwonilem i maja niedlugo wlaczyc.

No pieknie. Na szczescie (jego szczescie, bo bym go chyba zamordowala) wlaczyli prad po jakiejs godzinie. Bez komentarza. 

W nastepnej notce opisze mentalnosc Wlocha, ktorego mialam okazje poznac. Dla osob mieszkajacych w Polsce to specyficzny Wloch, a dla Polakow w Italii pewnie nic nowego.

Sorry

3 komentarzy

Dalsza czesc przygod pt. „Polka i Pakistanczyk”. Wczoraj, pare godzin po tej sprzeczce siedzielismy na kanapie, nagle on poklepal mnie po ramieniu i powiedzial (jakby od niechcenia): Sorry. Wysmialam go. Po prostu sorry? Nie wystarczy. Ale jak widac, pol dnia nastepnego minelo, a prawdziwych przeprosin nadal sie nie doczekalam. Bo on po prostu nie rozumie, gdzie zrobil blad. A moze w jego kulturze nie istnieje cos takiego jak przepraszam?


Dziekuje za tyle komentarzy, doskonale zdaje sobie sprawe, ze sie przywiazalam do mojego faceta, i ze on jest z innej kultury i doskonale tez znam te kulture (brak szacunku do kobiet, traktowanie ich tak i tak, fanatyzm) i wcale mi sie ona nie podoba, a do Pakistanu nigdy sie nie wybieram. To uczucie niszczace, toksyczne, niszczy nie tylko mnie, ale i jego. Chcialabym sie czasami wyprowadzic, ale jeszcze nie zdecydowalam sie na ten krok, mimo ze w domu dzialy sie juz rozne rzeczy… On jest bardzo nerwowy i szybko sie wkurza, ja sobie to tak tlumacze i czasami po prostu przyjmuje te obelgi na siebie rozumiejac te jego wade i po prostu nie zwracam na to uwagi. Ale te uczucia negatywne tak sie we mnie gromadza, ze jednego dnia po prostu wybuchne. I wtedy chyba zawali sie moj swiat.

Nie chce traktowac tego bloga w ten sposob i pisac na nim tylko o jednej rzeczy. Jestem we Wloszech i o tym ma byc blog. Mam nadzieje, ze jego idea wypali :)

Jutro egzamin z informatica di base, ide troche pocwiczyc arkusze kalkulacyjne. 

Czasami nie wiem, w jakim swiecie zyje. Niby jestem w Europie, niby w cywilizowanym kraju, jednak fakt, ze mieszkam z Pakistanczykiem wszystko zmienia. Siedze sobie wlasnie na balkonie i pisze te notke. I jestem zalamana tym, co do mnie przed chwila powiedzial On, a raczej sposobem, w jaki to powiedzial. Lezal w lozku, wczoraj poszedl spac ok. 5 rano, a 10 minut temu, tj. o 15:20 nadal lezal w lozku.


Ja (z radoscia): Przygotowalam Ci sniadanie, mleko i platki. Zjedz, bo pozniej mleko bedzie zimne. Skonczylam tez moje tlumaczenia na poniedzialek i teraz jestem wolna.
On: Zamknij sie.

Powiedzial to z taka nienawiscia, ze myslalam, ze sie rozplacze od razu. Ale lzy zachowam na pozniej.

Zadaje sobie tylko pytanie – co zlego zrobilam? Umylam naczynia, posprzatalam, powiesilam pranie, wykonalam moja prace na dzis (zatrudnia mnie amerykanska firma, na ktorej stronie internetowej mozna sie uczyc jezykow obcych – w tym polskiego, a ja tlumacze z angielskiego na polski na zlecenie dla tej firmy), przygotowalam mu sniadanie i grzecznie zaprosilam do jedzenia, a on tak sie do mnie odezwal. Jego brat pozamiatal caly dom i pozmywal podloge, a On nie zrobil zupelnie nic. Ale to juz nie pierwszy raz.
Nie wiem, czy Polacy sie podobnie zachowuja ze swoimi dziewczynami, bo nie mam porownania, ale zachowanie Jego to juz przegiecie. Najgorsze jest to, ze ja nie moge nic z tym zrobic. Rozmawiam z nim, ale to nic nie daje… Jak on moze nie miec do mnie zadnego szacunku?

O, wlasnie powiedzial, ze zlew smierdzi. Jestem taka zdenerwowana, ze wygarnelam mu prawde przy jego bracie.
On: Tu smierdzi ten zlew, woda byla w nim zablokowana przez 5 dni!
Ja (z wyrzutem): Posluchaj, umowilismy sie, ze ja umyje naczynia, a Ty umyjesz zlew. Ja swoje zrobilam, a Ty nie. O co masz do mnie pretensje? Przygotowalam Ci sniadanie, a jak Ty mozesz po tym mowic do mnie „Zamknij sie”?! Jak mozesz nie miec do mnie szacunku?

I on sie zamknal, ale i tak wiem, ze nie mnie nie przeprosi.


Az mi sie cisnie na usta brzydkie wloskie slowo bastardo.

Moze od razu powinnam sie powiesic?

O, wzial sie za umycie patelni, w ktorej wczoraj gotowal. Moze zmieknie, ale nie sadze.

  • RSS