We Wloszech zakwitla juz wiosna. Ba, co ja mowie – tutaj w ogole nie bylo zimy! procz tego sniego utrzymujacego sie przez gora tydzien. Tutaj, mimo ze prawie w gorach, rosna calorocznie zielone rosliny, tylko gdzies w grudniu widzialam spadajace liscie z drzew na skwerku w „centrum” wioski. Ladnie bylo. Bardzo lubie jesien. No, ale teraz juz wiosna, pierwszy raz wynioslam stojak na mokre ubrania na balkon i wszystko ladnie sie suszy, kukulki mi zaczely spiewac przed oknem i tak sie kreci.


W moim emigracyjnym i studenckim zyciu wszystko jak narazie kreci sie wokol domu. Robie za taka casalinga, czyli gospodynie domowa w domu z dwoma Pakistanczykami. A ugotowac, a posprzatac, a to zrobic pranie. Wszystko dlatego, ze po prostu nie mam nic innego do roboty. Na uniwersytecie jak narazie trwa sesja, wiec mialam dwa tygodnie wolnego. Ale juz sie koncza. Zdawalam w tej sesji tylko dwa egzaminy – z lingwistyki-glottologii i z jezyka wloskiego. Trzeci, z informatyki podstawowej mam za 4 dni. Z lingwistyki ocene przemilcze (ale zdalam!), a wloskiego dostalam az 28/30 (93%, we Wloszech nie ma systemu trojka, czworka, piatka, ale sa punkty, mozna miec od 0 do 30, a zdaje sie przy 60%, czyli 18 punktach), drugi wynik w klasie. Oczywiscie, ten egzamin zdawali tylko obcokrajowcy, czyli stranieri. Na poczatku I semestru, we wrzesniu zdawalam inny egzamin, narzucony przez ministra edukacji, na poziomie C2, czyli najwyzszym i obowiazkowy zarowno dla stranieri, jak i dla Wlochow. Nie musze chyba wspominac, ze go nie zdalam. Ale i tak moge studiowac, tylko ze mam cos, co sie nazywa OFA (warunkowe), i jesli tego egzaminu nie zdam do wrzesnia, to odpadam i musze powtarzac rok.
Egzaminu z wloskiego wstepnego nie zdalo 135 Wlochow na 700. Na lekcji przygotowujacej do poprawki bylo paru Wlochow, ktorzy… nie mowili po wlosku, ale w swoim dialekcie.

I jak ja mam go zdac!? Zobaczymy w nastepnej sesji, tj. w maju.

A teraz jem sobie lenticche z peperoncino (peperoncino to taka lagodna odmiana chili), przygotowane przez Jego brata. 


Mamma mia, jem to i zione ogniem, bo takie ostre. Ale dobre.