Dalsza czesc przygod pt. „Polka i Pakistanczyk”. Wczoraj, pare godzin po tej sprzeczce siedzielismy na kanapie, nagle on poklepal mnie po ramieniu i powiedzial (jakby od niechcenia): Sorry. Wysmialam go. Po prostu sorry? Nie wystarczy. Ale jak widac, pol dnia nastepnego minelo, a prawdziwych przeprosin nadal sie nie doczekalam. Bo on po prostu nie rozumie, gdzie zrobil blad. A moze w jego kulturze nie istnieje cos takiego jak przepraszam?


Dziekuje za tyle komentarzy, doskonale zdaje sobie sprawe, ze sie przywiazalam do mojego faceta, i ze on jest z innej kultury i doskonale tez znam te kulture (brak szacunku do kobiet, traktowanie ich tak i tak, fanatyzm) i wcale mi sie ona nie podoba, a do Pakistanu nigdy sie nie wybieram. To uczucie niszczace, toksyczne, niszczy nie tylko mnie, ale i jego. Chcialabym sie czasami wyprowadzic, ale jeszcze nie zdecydowalam sie na ten krok, mimo ze w domu dzialy sie juz rozne rzeczy… On jest bardzo nerwowy i szybko sie wkurza, ja sobie to tak tlumacze i czasami po prostu przyjmuje te obelgi na siebie rozumiejac te jego wade i po prostu nie zwracam na to uwagi. Ale te uczucia negatywne tak sie we mnie gromadza, ze jednego dnia po prostu wybuchne. I wtedy chyba zawali sie moj swiat.

Nie chce traktowac tego bloga w ten sposob i pisac na nim tylko o jednej rzeczy. Jestem we Wloszech i o tym ma byc blog. Mam nadzieje, ze jego idea wypali :)

Jutro egzamin z informatica di base, ide troche pocwiczyc arkusze kalkulacyjne.