Wezcie mnie stad, prosze, albo sama wykituje… Juz nie mam sily…


Dzisiaj byla moja kolej na gotowanie, zrobilam paste, pozniej herbate, pozmywalam wszystko, co bylo, wszystko wydawalo sie byc okej, nie bylo miedzy nami sprzeczek… az do czasu, kiedy poprosilam go, zeby mnie jutro rano podwiozl na dworzec, jak bedzie jechal do pracy. Powiedzial, ze nie. Zdziwilam sie, bo bylam dla niego mila…
Pozniej juz wszystko poszlo z gorki. Zezloscil sie i powiedzial mi cos niemilego, aha, chyba to, ze jestem dziwka (?! nie znam wierniejszej kobiety od siebie, tak nawiasem, jestem mu wierna jak pies). Rozplakalam sie, bo juz nie mialam sily. W koncu powiedzialam, ze chcialabym, zeby on mnie sprobowal zrozumiec, a nie tylko krzyczec i sie zloscic… Przewrocil mnie, rzucil we mnie czyms twardym i zaczal na mnie krzyczec… Ze jestem dziwka, ze przeklina dzien, w ktorym mnie poznal, ze predzej mnie zabije nozem niz podwiezie mnie na dworzec… No to ja juz calkowicie zostalam zbita z tropu i stracilam nerwy, po prostu lezalam na tej podlodze i plakalam. On sie zamachiwal, by mnie uderzyc, i krzyczal cos w zlosci, a ja zakrywalam sie rekami i nogami i tylko drzalam i modlilam sie, zeby mi nic nie zrobil. On zaczal mnie wyganiac do mojego pokoju, ciagnac mnie za rece, zebym sobie poszla… Powiedzialam mu tylko, zeby juz mnie wiecej nie dotykal i do mnie nic nie mowil.


No i sobie poszlam, z placzem do mojego pokoju… Jego nastepna misja pt. „Upodlenie Natalii” sie powiodla… Ale moglby mi ktos wytlumaczyc, dlaczego on tak zrobil? Dlaczego tak sie wkurzyl? I dlaczego ja tak daje sie upadlac? Poszukuje ksiazki pt. Kobiety, ktore kochaja zbyt mocno, tytul wloski Donne che amano troppo. Moze ona da mi jakas wskazowke…

A co u mnie? Walentynki oczywiscie wypadly beznadziejnie, bo On nie akceptuje tego swieta i uwaza je za innowacje (tak jak wiekszosc muzulmanow), nie dostalam nawet buziaka w ten dzien, ani be ani me. Moze ja nie zasluguje na to, zeby byc akceptowana i doceniana?

Znalazlam pare stron z ogloszeniami o wynajeciu mieszkania i zamiescilam tam info, ze szukam, najlepiej blisko uniwersytetu, zebym nie musiala dojezdzac pociagiem. Chce byc od niego jak najdalej stad, chociaz zaczynam w tym wszystkim czuc swoja wine. Moze to on przeze mnie jest taki agresywny? Moze na sam moj widok on sie taki staje… Moze to ja tak na niego dzialam… odpychajaco…

Potrzebuje jakiejs wewnetrznej sily, sama sobie nie dam z tym rady… Nie moge nic powiedziec moim rodzicom, ani bliskim, musze sobie z tym poradzic sama.

Tylko, ze niedlugo i mnie bedzie potrzebny jakis psychiatra…