polsko-wloskie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2011

W zwiazku z mala iloscia funkcji na blog.pl postanowilam przeniesc bloga na blogspot.
Nowy adres:


ZAPRASZAM SERDECZNIE!

Dzis nietypowo. Mam zly humor, bo wlasnie odbylam zacieta dyskusje o islamie i przy okazji klotnie z jego i z jego bratem, a pozniej jeszcze raz sie poklocilam z Nim, zaczelam plakac, tlumaczyc mu to, co niedawno odkrylam dzieki jednej swietnej kobiecie (opisze moze jutro), a plakac zaczelam, bo on sie zaczal na mnie wydzierac…


Ale dobrze. Jacy sa stranieri in Italia? Poznalam ich dosc sporo i moge o kazdej takiej grupie wiele powiedziec. Zaczne od tych z dalekich krajow, a skoncze na Polkach.

Afrykanie
We Wloszech zajmuja sie glownie sprzedaza parasoli na ulicach, kiedy pada. Stoja i wpychaja przechodniom za 5-10 euro parasol, ale nie wiem, czy na tym cos zarabiaja. Sa tez w firmach sprzatajacych i pracuja przy wywozie smieci. Czyli same „brudne roboty”. Mozna spotkac ich tez w miejscach turystycznych, gdzie karmi sie golebie – sprzedaja dla nich pasze, za 2 euro, na przyklad w Mediolanie przy katedrze Duomo. Jako, ze mieszkam na polnocy Wloch, a jest tutaj barrrdzo duzo obcokrajowcow, codziennie czekajac na pociag na dworcu przysluchuje sie ich rozmowom. Stojac na dworcu zawsze znajda sobie innego czarnego kolege, z ktorym porozmawiaja w smiesznym dla mnie, w ogole niezrozumialym jezyku. Kobiety natomiast zajmuja sie wychowywaniem dzieci. Znajomosc wloskiego Afrykanow – prawie zerowa, ale raczej potrafia sie dogadac. Osobiscie znam jednego Afrykanina z Nigerii. Wloski lamany, jest tutaj od ponad 9 lat, a ja w 6 miesiecy szybciej nauczylam sie wloskiego niz on. Pracuje jako magazynier w duzej firmie transportowej. Ale calkiem fajny facet. Co dwa lata na ostatnia chwile odnawia permesso di soggiorno, czyli karte pobytu. Nie za bardzo go obchodzi, co sie wokol niego dzieje.

Piazza Duomo w Mediolanie
Piazza Duomo w Mediolanie

Arabowie
O takowych slyszalam z Maroka, Tunezji, Turcji czy Egiptu. We wloskiej telewizji mowi sie o nich non stop jako o tych, ktorzy gwalca, kradna i zajmuja sie ogolnie przestepczoscia. Ich poziom wloskiego – jako tako, lepiej od Afrykanow. Co robia? Wlasciwie to nie wiem, ale podejrzewam, ze pracuja podobnie jak Afrykanie. Znam tylko jedna osobe z tej kategorii – Marokanczyka, ktory studiuje ze mna na uniwersytecie, a znamy sie z kursu wloskiego. Muzulmanin z krwi i kosci, raz sie o islam z nim nawet poklocilam. Bo mam ciety jezyk… Ale wrocmy do Arabow. Mozna ich uslyszec czesto w pociagu, kiedy rozmawiaja z kims przez telefon. A oni uwielbiaja rozmawiac przez telefon! Kiedy przechodzi po ulicy jakas kobieta, nie odwroca od niej wzroku, dopoki nie zniknie im z pola widzenia. Wracajac ze szkoly mijam arabski salon fryzjerski pelen Arabow (muzulmanie nie chodza raczej do wloskiego fryzjera, nawet moj chodzi do Arabow), kiedy przechodze, reakcja jest automatyczna. Dzis jeden nawet otworzyl za mna drzwi i gapil sie na mnie udajac, ze gada przez telefon. Tak czy siak, oni swoich Arabek nie ogladaja, to stad takie reakcje. Vabbe’, nigdy nie widzialam Arabow sprzatajacych na ulicy, jednak to oni ukradli mi rower z dworca, a pozniej widzialam wielka ciezarowke przed moim domem (w ktorym mieszka tez rodzina Marokanczykow), a na niej pelno rowerow. Pewnie kradzionych. I pewnie wszystkie pojechaly do Maroka. I moj pewnie tez. Kobiety arabskie – wprawdzie studiuje jakies na moim uniwersytecie, ale sa niedostepne, niesmiale, uciekaja na widok facetow, rozmawiaja tylko z dziewczynami, oczywiscie nosza hidzab i rozmawiaja tylko z tymi, ktorzy tez nosza hidzab. Ogolnie mowiac nieosiagalne. I pewnie marza o aranzowanym malzenstwie.

Hidzab

Azjaci
Chinczycy, Japonczycy, itd.
Mozna ich spotkac raczej tylko i wylacznie w sklepach chinskich. Jako, ze we Wloszech jest ich wiele, nie znaja dobrze wloskiego, bo porozumiewaja sie „po swojemu”. Pracuja zwykle tez w swoich chinskich sklepach. Jednego Chinczyka znam z uniwersytetu – wiek – moze 5 lat starszy ode mnie. Angielski perfect, wloski tak sobie. Japonczycy natomiast sa nieco inni – poznalam ich trzech. Dwie Japonki studiuja na moim uniwersytecie, jedna z nich jest grafikiem komputerowym i pracuje we Wloszech. Poziom wloskiego – jak na Japonke bardzo dobry, biorac pod uwage fakt, ze dla nich jezyki europejskie sa piekielnie trudne. Jeden Japonczyk, jako turysta z Wloch, a poznalam go na kursie wloskiego. Wiek podeszly. 

Pakistanczycy, Indianie, Iranki, itd.
Indianie – co tu duzo mowic. Poziom wloskiego jako taki, a zajmuja sie glownie sprzedaza roz w restauracji i na ulicach, lub na swiatlach. Mozna tez ich spotkac jako meneli w parkach miejskich, pijacych alkohol i wpatrujacych sie, tak jak Arabowie, w biale kobiety, swidrujac je wzrokiem. Pracuja – nie wiem, gdzie, bo akurat w moim miescie nie ma ich zbyt wielu. Prowadza indianskie sklepy z ryzem, specjalna maka do chapati, indianskimi slodyczami, itd. Indianskie kobiety siedza w domach, a wieczorami spaceruja po miasteczku w swoich tradycyjnych strojach, czyli w salwar kameez. Czasami z mezczyznami, czasami bez. Wtedy to jest tak, ze mezczyzna idzie pierwszy, szybko, a kobieta ledwo go dogania, jest oczywiscie za nim. Taki widoczek mam co wieczor w lato z balkonu.
O Pakistanczykach moglabym powiedziec w sumie to samo, z taka roznica, ze to Pakistanczycy kupuja indianskie jedzenie ze sklepow. Pracuja jako operai (pracownicy fizyczni), w komisach samochodowych czy warsztatach, albo tak jak Indianie – roznosza kwiatki. Kobiety – tak jak te indianskie, ale te pakistanskie czesciej chyba siedza w domach i rodza dzieci. Poziom znajomosci wloskiego – raczej dobry, a patrzac na tych, ktorych ja znam, to powiedzialabym, ze nawet bardzo dobry. O Pakistankach nie wspomne, bo niektore bedac tutaj przez ponad 6 lat nie umieja ani slowa po wlosku. Podejrzewam, ze ich mezowie maja tu cos do powiedzenia w tej sprawie, a ja znam niektorych Pakistanczykow od takiej strony, ze nie zgadzaja sie na rozwoj swoich zon, wola, by te siedzialy w domach i rodzily dzieci, zgodnie z islamem. Szkoda mi tylko tych kobiet.


Salwar Kameez – tradycyjny stroj

Chapati – indiansko-pakistanski chlebek


Indianskie slodycze

I moje ulubione – BARFI (od barf - urdu, hindi „snieg„)

Koniec czesci pierwszej, mam jeszcze duzo do opisywania, ale pozno juz, dokoncze jutro.

Moja kolezanka wie, jak zaczac nowe zycie.


Mieszka na polnocy Polski, nad morzem. Pojechala na studia do Wroclawia, a jej (byly) chlopak do Warszawy.
Dzis po raz kolejny anazowalismy jej wielka przemiane. Bedac z nim byla w nim strasznie zakochana, interesowala sie tylko nim, on byl jej oczkiem w glowie, gdy tylko miala chwile to leciala do niego, bedac jeszcze w swoim rodzinnym miasteczku, a on mieszkal niedaleko. Problem byl taki, ze on sie nia az tak bardzo nie interesowal, zupelnie jak moj mna. On byl o rok starszy. Po liceum pojechal na studia do innego miasta i wtedy juz calkowicie nie mieli dla siebie czasu. On, ambitny, nie przyjezdzal na polnoc, poswiecil sie nauce, calkowicie ja olal. A ona z telefonem w reku czekala na jakikolwiek znak od niego (zupelnie tak jak ja, gdy bylam w Polsce). Czekala i czekala, az sie niedoczekala. Co prawda czasami sie spotykali, ale pozniej wszystko wracalo do normy, czyli znow sytuacja stawala sie beznadziejna. Ona mowila ciagle, ze pojedzie do niego do Warszawy na studia i ze beda razem mieszkac, bo on mial mieszkanie. 

Ale on ja ignorowal. Moze ja kochal, ale na swoj sposob, a moze przestal ja kochac, bo uznal ja za zdobyta i wyzwanie sie skonczylo. W koncu ona, rozdarta, wyjechala na studia do… Wroclawia. Dostala akademik, poznala nowych ludzi i zaczela nowe zycie.

Oto kilka jej wypowiedzi:

  • co u bylego nie wiem i w sumie nie obchodzi mnie to… jestem sama i nie przeszkadza mi to,
  • odpoczywam od facetow, wyszlam ostatnio z zalozenia, ze jestem samowystarczalna
  • wszystko jest mozliwe,
  • kiedys mi sie wydawalo ze bez M. nie dam rady ,
  • ze On jest jakims guru, bez ktorego nie da sie zyc,
  • dzis wiem, ze jestem czlowiekiem i sama decyduje o tym, czego chce,
  • a juz napewno nikt nie bedzie mi mowil, jak mam zyc,
  • jakos tak rozstanie pozwolilo mi to zrozumiec,
  • a co najwazniejsze zdyntasowac sie to tego, co sie dzieje,
  • takze odpoczynek czy separacja nie jest niczym zlym,
  • co do facetow to moj stosunek jest troche niedobry, bo wiem ze jestem fajna dziewczyna i ze sie podobam facetom, i czasem troche ich wykorzystuje a potem zostawiam,
  • co do M. to patrzac z perspektywy czasu widze sporo bledow moich i jego, mam dystans emocjonalny do niego, choc nie powiem ze nic do niego nie czuje,
  • przede wszystkim zbyt rzadko ze soba spedzalismy czas, za malo rozmawialismy, troche zoobojetnielismy na siebie,
  • a co najwazniejsze sprobowalismy bliskosci zbyt wczesnie, Nie porozmawialismy o tym co sie miedzy nami stalo,
  • w sumie nie wiem, co on czul a on nie wie co ja, nie mowil mi o swoich uczuciach i to takie bledne kolo

Czy tak wyglada dziewczyna wyleczona z milosci? Tez bym tak chciala, bo to wszystko mnie juz zniszczylo… Nie ufam facetom, brzydze sie nimi, nie wierze, ze jest jakis, ktory mnie pokocha…

Karnawal. We Wloszech wlasnie sie skonczyl. Jak bylo?


W niedziele obudzilam sie i wychodzac z domu wdepnelam w gore confetti przed wejsciem. Ludzie swietowali karnawal, przebrani w maski i stroje czarodziejek, grupami chodzili po ulicach. W Wenecji podobno z dworca kolejowego na Piazza San Marco szlo sie 2 godziny, a moja kolezanka ze studiow (Angielka) stwierdzila, ze dziwne, ze Wenecja nie utonela od naplywu turystow. I powiedziala Wenecji w karnawal – nigdy wiecej. Ale dopiero dzisiaj jest prawdziwy karnawal, a przynajmniej jego koniec – nazywa sie Martedi Grasso (czyli Tlusty Wtorek). Tak tak! Je sie faworki (le chiacchere), tyle ze sa inaczej przygotowywane i posypane nie cukrem pudrem, ale zwyklym cukrem (wole polska wersje) i sa plaskie i dosc twarde:



Dzis, w Martedi Grasso je sie wlasnie le chiacchere, na polnocy w Alpach tez krapfen, czyli paczki. Dzis jadac na unwiersytet zaobserwowalam brak ludzi. „Wszyscy swietuja w domu”, odpowiedziala mi jedna kobieta. No tak. To swieto nie ma takiego wymiaru jak w Polsce. W ogole zauwazylam, ze Wlochy maja strasznie bogata tradycje. Jako ze moj kurs wloskiego zawiera tez ciekawostki kulturalne, od czasu do czasu napisze tutaj cos o Wloszech, zeby rozluznic atmosfere.


PS On o Dniu Kobiet pamietal. Che sorpresa! (co za niespodzianka)

Ech, czasem po prostu wysiadam.


Dzisiaj zrobilam paste, ale nikt z towarzystwa nie chcial zjesc, az w koncu on wyslal brata po pizze. A ja zaczelam ogladac film w polskiej telewizji. Wciagnal mnie. Przywiozl trzy pizze, zaczelismy jesc. Ale zaczeli sie domagac, zebym wlaczyla wloska albo „ichnia” telewizje. Ale ja powiedzialam, ze przeciez ogladam ten film i ze kiedy on gra na PlayStation, ja nic nie mowie. W koncu przelaczylam na jakis wloski kanal, akurat byla Fantastyczna Czworka. No dobra, ogladaja, ja zniesmaczona. Skonczyli jesc pizze, jeden poszedl do swojego pokoju, wiec przelaczylam na polski kanal. A tu nagle szok, jeden zawolal tego, ktory byl w swoim pokoju, NASKARZYL na mnie, drugi przybiegl i zaczal mowic, ze w tym domu ma byc telewizja wloska albo pakistanska. Rece mi opadly. Wkurzylam sie, bo przeciez… nie moge robic nic, nie moge sie ubierac jak chce, nawet w lato za krotkie szorty czy sukienke na mnie nawrzeszczy, nie moge jesc szynki w domu, a teraz nie moge nawet ogladac wlasnej telewizji…

Szukam mieszkania, ale nikt nie odpowiedzial na moje ogloszenie… A za darmo przeciez nikt mi stancji nie da…


Dzisiaj postanowilismy sie wybrac do wiekszego miasta. Przygotowalam sie, czekam. Po godzinie on skonczyl brac prysznic, zrobilo sie ciemno, dojechalismy do centrum, okazalo sie, ze jest w niedziele zamkniete dla samochodow, nie mogl znalezc parkingu, w koncu postanowil wracac do domu. Przez cala droge klnal: macchina di merda, gente di merda, città di merda, vita di merda i jeszcze kilka podobnych epitetow. Nie omieszkal tez wygarnac mi, ze przeciez to, ze miasto jest zamkniete dla samochodow to moja wina i to przeze mnie sie wkurzyl.

BASTARDO!

Nie moge spac. Mysli o problemach wpedzaja mnie, zreszta wpedzily mnie juz dawno w depresje. W nocy leze rozciagnieta na lozku, z zamknietymi oczami i mysle o nim, o studiach, o zyciu na emigracji, o tym, zeby wreszcie zasnac. Patrze co jakis czas na zegar w telefonie, i licze minuty. W koncu sprawdzam godzine nastepny raz – kurcze, czwarta rano. Z calej sily zmuszam sie do spania. I budze sie trzy godziny pozniej, dwadziescia minut przed odjazdem pociagu do miasta.


Przez cale dnie towarzysza mi dwa sprzeczne ze soba uczucia – milosc i nienawisc. Bo ja go nienawidze, ale tez kocham. Oba te uczucia mnie niszcza od srodka, a moze juz zniszczyly. Kiedy sie kloci i krzyczy na mnie, kiedy sie zlosci, to najchetniej wzielabym noz i zadzgala nim go. Ale kiedy jest dla mnie mily i rozmawiamy nie klocac sie, kiedy sobie nawzajem pomagamy… moglabym go nosic na rekach. Sama juz nie wiem, juz z nim nie wytrzymuje psychicznie, ale z drugiej strony… zakochalam sie. Majac nascie lat juz go znalam, bo znamy sie od wielu lat, i z nim dorastalam, z nim sie ksztaltowalam, kocham go strasznie i nie wazne, czy jest muzulmaninem czy poganinem, czy buddysta czy kimkolwiekinnym. Nie da sie tak szybko odkochac, kobiety kochaja bardziej, bo procz milosci jeszcze sie przywiazuja, a facet jesli przestanie kochac to sobie pojdzie do innej.

Niedlugo bede w Polsce, kupie sobie jakis lek na bezsennosc.

PS Tamtego dnia przyszedl do mnie do pokoju i pojechalismy jednak na zakupy. Byl mily przez pierwsze dwie godziny lazenia po sklepach, pozniej cos w niego wstapilo i w drodze powrotnej stal sie potworem. Ale jako dotrwalismy. Wiem, ze nim rzadzi zlosc, nie wiem jak mam mu pomoc, bo on nie chce nawet isc do psychologa…

Bylo kilka spokojnych dni, ale widocznie ta sielanka nie mogla trwac wiecznie.


Bo dzisiaj przyszedl wczesniej z pracy i zaproponowal, ze pojedziemy do centrm handlowego. Dobra, trzeba kupic pare rzeczy, wiec przygotowalam sie i czekam. A on nic. Kiedy powiedzialam mu, ze jestem gotowa, on wpadl w szal, zaczal rzucac butami i krzyczec, nazywac mnie dziwka i mowic, zebym sie od niego odpie*dolila, az zawolalam jego brata i ucieklam z pokoju. A oni kloca sie (w swoim jezyku, wiec nie rozumiem), do teraz.

  • RSS