Bylo kilka spokojnych dni, ale widocznie ta sielanka nie mogla trwac wiecznie.


Bo dzisiaj przyszedl wczesniej z pracy i zaproponowal, ze pojedziemy do centrm handlowego. Dobra, trzeba kupic pare rzeczy, wiec przygotowalam sie i czekam. A on nic. Kiedy powiedzialam mu, ze jestem gotowa, on wpadl w szal, zaczal rzucac butami i krzyczec, nazywac mnie dziwka i mowic, zebym sie od niego odpie*dolila, az zawolalam jego brata i ucieklam z pokoju. A oni kloca sie (w swoim jezyku, wiec nie rozumiem), do teraz.