polsko-wloskie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: emigracja

Dzis nietypowo. Mam zly humor, bo wlasnie odbylam zacieta dyskusje o islamie i przy okazji klotnie z jego i z jego bratem, a pozniej jeszcze raz sie poklocilam z Nim, zaczelam plakac, tlumaczyc mu to, co niedawno odkrylam dzieki jednej swietnej kobiecie (opisze moze jutro), a plakac zaczelam, bo on sie zaczal na mnie wydzierac…


Ale dobrze. Jacy sa stranieri in Italia? Poznalam ich dosc sporo i moge o kazdej takiej grupie wiele powiedziec. Zaczne od tych z dalekich krajow, a skoncze na Polkach.

Afrykanie
We Wloszech zajmuja sie glownie sprzedaza parasoli na ulicach, kiedy pada. Stoja i wpychaja przechodniom za 5-10 euro parasol, ale nie wiem, czy na tym cos zarabiaja. Sa tez w firmach sprzatajacych i pracuja przy wywozie smieci. Czyli same „brudne roboty”. Mozna spotkac ich tez w miejscach turystycznych, gdzie karmi sie golebie – sprzedaja dla nich pasze, za 2 euro, na przyklad w Mediolanie przy katedrze Duomo. Jako, ze mieszkam na polnocy Wloch, a jest tutaj barrrdzo duzo obcokrajowcow, codziennie czekajac na pociag na dworcu przysluchuje sie ich rozmowom. Stojac na dworcu zawsze znajda sobie innego czarnego kolege, z ktorym porozmawiaja w smiesznym dla mnie, w ogole niezrozumialym jezyku. Kobiety natomiast zajmuja sie wychowywaniem dzieci. Znajomosc wloskiego Afrykanow – prawie zerowa, ale raczej potrafia sie dogadac. Osobiscie znam jednego Afrykanina z Nigerii. Wloski lamany, jest tutaj od ponad 9 lat, a ja w 6 miesiecy szybciej nauczylam sie wloskiego niz on. Pracuje jako magazynier w duzej firmie transportowej. Ale calkiem fajny facet. Co dwa lata na ostatnia chwile odnawia permesso di soggiorno, czyli karte pobytu. Nie za bardzo go obchodzi, co sie wokol niego dzieje.

Piazza Duomo w Mediolanie
Piazza Duomo w Mediolanie

Arabowie
O takowych slyszalam z Maroka, Tunezji, Turcji czy Egiptu. We wloskiej telewizji mowi sie o nich non stop jako o tych, ktorzy gwalca, kradna i zajmuja sie ogolnie przestepczoscia. Ich poziom wloskiego – jako tako, lepiej od Afrykanow. Co robia? Wlasciwie to nie wiem, ale podejrzewam, ze pracuja podobnie jak Afrykanie. Znam tylko jedna osobe z tej kategorii – Marokanczyka, ktory studiuje ze mna na uniwersytecie, a znamy sie z kursu wloskiego. Muzulmanin z krwi i kosci, raz sie o islam z nim nawet poklocilam. Bo mam ciety jezyk… Ale wrocmy do Arabow. Mozna ich uslyszec czesto w pociagu, kiedy rozmawiaja z kims przez telefon. A oni uwielbiaja rozmawiac przez telefon! Kiedy przechodzi po ulicy jakas kobieta, nie odwroca od niej wzroku, dopoki nie zniknie im z pola widzenia. Wracajac ze szkoly mijam arabski salon fryzjerski pelen Arabow (muzulmanie nie chodza raczej do wloskiego fryzjera, nawet moj chodzi do Arabow), kiedy przechodze, reakcja jest automatyczna. Dzis jeden nawet otworzyl za mna drzwi i gapil sie na mnie udajac, ze gada przez telefon. Tak czy siak, oni swoich Arabek nie ogladaja, to stad takie reakcje. Vabbe’, nigdy nie widzialam Arabow sprzatajacych na ulicy, jednak to oni ukradli mi rower z dworca, a pozniej widzialam wielka ciezarowke przed moim domem (w ktorym mieszka tez rodzina Marokanczykow), a na niej pelno rowerow. Pewnie kradzionych. I pewnie wszystkie pojechaly do Maroka. I moj pewnie tez. Kobiety arabskie – wprawdzie studiuje jakies na moim uniwersytecie, ale sa niedostepne, niesmiale, uciekaja na widok facetow, rozmawiaja tylko z dziewczynami, oczywiscie nosza hidzab i rozmawiaja tylko z tymi, ktorzy tez nosza hidzab. Ogolnie mowiac nieosiagalne. I pewnie marza o aranzowanym malzenstwie.

Hidzab

Azjaci
Chinczycy, Japonczycy, itd.
Mozna ich spotkac raczej tylko i wylacznie w sklepach chinskich. Jako, ze we Wloszech jest ich wiele, nie znaja dobrze wloskiego, bo porozumiewaja sie „po swojemu”. Pracuja zwykle tez w swoich chinskich sklepach. Jednego Chinczyka znam z uniwersytetu – wiek – moze 5 lat starszy ode mnie. Angielski perfect, wloski tak sobie. Japonczycy natomiast sa nieco inni – poznalam ich trzech. Dwie Japonki studiuja na moim uniwersytecie, jedna z nich jest grafikiem komputerowym i pracuje we Wloszech. Poziom wloskiego – jak na Japonke bardzo dobry, biorac pod uwage fakt, ze dla nich jezyki europejskie sa piekielnie trudne. Jeden Japonczyk, jako turysta z Wloch, a poznalam go na kursie wloskiego. Wiek podeszly. 

Pakistanczycy, Indianie, Iranki, itd.
Indianie – co tu duzo mowic. Poziom wloskiego jako taki, a zajmuja sie glownie sprzedaza roz w restauracji i na ulicach, lub na swiatlach. Mozna tez ich spotkac jako meneli w parkach miejskich, pijacych alkohol i wpatrujacych sie, tak jak Arabowie, w biale kobiety, swidrujac je wzrokiem. Pracuja – nie wiem, gdzie, bo akurat w moim miescie nie ma ich zbyt wielu. Prowadza indianskie sklepy z ryzem, specjalna maka do chapati, indianskimi slodyczami, itd. Indianskie kobiety siedza w domach, a wieczorami spaceruja po miasteczku w swoich tradycyjnych strojach, czyli w salwar kameez. Czasami z mezczyznami, czasami bez. Wtedy to jest tak, ze mezczyzna idzie pierwszy, szybko, a kobieta ledwo go dogania, jest oczywiscie za nim. Taki widoczek mam co wieczor w lato z balkonu.
O Pakistanczykach moglabym powiedziec w sumie to samo, z taka roznica, ze to Pakistanczycy kupuja indianskie jedzenie ze sklepow. Pracuja jako operai (pracownicy fizyczni), w komisach samochodowych czy warsztatach, albo tak jak Indianie – roznosza kwiatki. Kobiety – tak jak te indianskie, ale te pakistanskie czesciej chyba siedza w domach i rodza dzieci. Poziom znajomosci wloskiego – raczej dobry, a patrzac na tych, ktorych ja znam, to powiedzialabym, ze nawet bardzo dobry. O Pakistankach nie wspomne, bo niektore bedac tutaj przez ponad 6 lat nie umieja ani slowa po wlosku. Podejrzewam, ze ich mezowie maja tu cos do powiedzenia w tej sprawie, a ja znam niektorych Pakistanczykow od takiej strony, ze nie zgadzaja sie na rozwoj swoich zon, wola, by te siedzialy w domach i rodzily dzieci, zgodnie z islamem. Szkoda mi tylko tych kobiet.


Salwar Kameez – tradycyjny stroj

Chapati – indiansko-pakistanski chlebek


Indianskie slodycze

I moje ulubione – BARFI (od barf - urdu, hindi „snieg„)

Koniec czesci pierwszej, mam jeszcze duzo do opisywania, ale pozno juz, dokoncze jutro.

Ech, czasem po prostu wysiadam.


Dzisiaj zrobilam paste, ale nikt z towarzystwa nie chcial zjesc, az w koncu on wyslal brata po pizze. A ja zaczelam ogladac film w polskiej telewizji. Wciagnal mnie. Przywiozl trzy pizze, zaczelismy jesc. Ale zaczeli sie domagac, zebym wlaczyla wloska albo „ichnia” telewizje. Ale ja powiedzialam, ze przeciez ogladam ten film i ze kiedy on gra na PlayStation, ja nic nie mowie. W koncu przelaczylam na jakis wloski kanal, akurat byla Fantastyczna Czworka. No dobra, ogladaja, ja zniesmaczona. Skonczyli jesc pizze, jeden poszedl do swojego pokoju, wiec przelaczylam na polski kanal. A tu nagle szok, jeden zawolal tego, ktory byl w swoim pokoju, NASKARZYL na mnie, drugi przybiegl i zaczal mowic, ze w tym domu ma byc telewizja wloska albo pakistanska. Rece mi opadly. Wkurzylam sie, bo przeciez… nie moge robic nic, nie moge sie ubierac jak chce, nawet w lato za krotkie szorty czy sukienke na mnie nawrzeszczy, nie moge jesc szynki w domu, a teraz nie moge nawet ogladac wlasnej telewizji…

Szukam mieszkania, ale nikt nie odpowiedzial na moje ogloszenie… A za darmo przeciez nikt mi stancji nie da…


Dzisiaj postanowilismy sie wybrac do wiekszego miasta. Przygotowalam sie, czekam. Po godzinie on skonczyl brac prysznic, zrobilo sie ciemno, dojechalismy do centrum, okazalo sie, ze jest w niedziele zamkniete dla samochodow, nie mogl znalezc parkingu, w koncu postanowil wracac do domu. Przez cala droge klnal: macchina di merda, gente di merda, città di merda, vita di merda i jeszcze kilka podobnych epitetow. Nie omieszkal tez wygarnac mi, ze przeciez to, ze miasto jest zamkniete dla samochodow to moja wina i to przeze mnie sie wkurzyl.

BASTARDO!

Dzisiaj nie napisze „naszej historii”, poniewaz wczoraj wrocilam do domu bardzo pozno i nie mialam nawet czasu sie ogarnac. Caly dzien na uniwersytecie, zero przerwy, a jadlam w drodze do nastepnej klasy, nawet nie bylo czasu zajrzec do mensa universitaria (stolowka studencka), na ktora mam znizke.


Egzamin z informatyki, o ktorym tutaj wczesniej pisalam, musialam powtorzyc, bo zamiast wynikow otrzymalam maila od profesora, w ktorym napisal, ze „plik z egzaminem jest uszkodzony, prosze przyjsc w czwartek o 14.00 do mojego biura, zeby powtorzyc egzamin”. No to poszlam. Przychodze, a tutaj w kolejce 12 osob przede mna. A przeciez ricevimento (hmm… po polsku to bedzie „godziny przyjec”) sie konczylo o 16.00, czyli dwie godziny pozniej. No dobra. Usiadlam i czekam. Minely dwie godziny, umieralam z glodu, a przede mna jeszcze 7 osob. Za mna dwie. W koncu profesor postanowil przyjmowac po dwie osoby i na dwoch komputerach robily egzamin. Po 3,5 godzinach weszlam ja, zrobilam egzamin tak szybko, jak tylko sie udalo i ucieklam do domu. Oczywscie zdalam. :) Czyli 5 nastepnych kredytow zaliczonych. Mam juz 15 z… 60, ktore musze zdobyc w tym roku szkolnym.

On cos sie ostatnio zmienil. Przedwczoraj zapytal mnie cicho „Naprawde szukasz mieszkania?”…, a mnie sie zrobilo smutno, ale odpowiedzialam, ze tak. Ogloszenia w internecie sa, pare tez jest na uniwersyteckiej tablicy. Nie odezwal sie, ale widzialam, ze byl troche rozczarowany. Od kiedy osiagnal (chyba) szczyt swojej zlosci, to jest polamal ladowarke od komputera, sluchawki i noz, uspokoil sie. Ba, zaczal byc mily i wreszcie sie jako tako dogadujemy. Moze On teraz czeka na moj ruch?

Od ostatniej notki zamiescilam ogloszenie, ze szukam stancji, na kazdym wloskim portalu z ogloszeniami, jaki znalazlam w sieci. Jeszcze zero odzewu. Naprawde nie ma nikt nic do wynajecia studentce!? Jutro wywiesze na tablicy na uniwersytecie nastepne ogloszenie, i bede sie modlic, by ktos odpowiedzial.


Wiem, ze on sie nie zmieni, ale trwam w tym nadal, jestem glupia, majac nadzieje… bardzo mnie cieszy, kiedy on sie dobrze zachowuje, kiedy mnie przytula, a przy takich awanturach, jakie mi robi, mam caly czas nadzieje i czekam na to, ze on znow zacznie sie dobrze do mnie odnosic i tak wegetuje… Wiem, slepo sie zakochalam, przywiazalam i ciezko mi odejsc. Az mi wstyd.
 
Zastanawia mnie od dlugiego dlugiego czasu, skad sie u niego bierze zlosc. Z tego, co zauwazylam przeszkadza mu, jak kobieta ma wlasne zdanie, on wolalby wszystkie decyzje podejmowac sam. To moze to go tak zlosci. Wiem, ze w jego rodzinie tez dochodzilo do takich spiec, bo jego ojciec probowal zabic matke pistoletem, nozem, kiedy przyjechala do Pakistanu wzial jej wize i juz nie moze przyjechac do Wloch. A wiec agresja w jego rodzinie nie jest niczym obcym… Moze to stad sie bierze cala ta zlosc? 
 
Ja znam historie Polek z muzulmanami, ktore sa szczesliwe, przynajmniej tak mowia, tylko ze… wszystkie przeszly na islam. Tak mowia, bo bedac muzulmankami nie moga nic zlego powiedziec na temat muzulmanow, bo islam zabrania krytyki swojej religii. Dla mnie islam jest zla religia i nie mam zamiaru na nia przechodzic, jestem szczesliwa bedac kims pomiedzy chrzescijanka/deistka.
 
Jestem zrozpaczona i rozczarowana. Przyjechalam do Wloch DLA NIEGO. Poszlam na studia DLA NIEGO. Moglam rownie dobrze studiowac w Polsce, to, o czym marzylam od dawna, ale zeby byc blizej niego przyjechalam tutaj. Bez znajomosci wloskiego. Po 6 miesiacach moge sie dogadac i rozumiem wyklady. Przyjechalam sama, jedyne udogodnienie bylo takie, ze on dal mi pokoj w swoim domu. Moja rodzina bardzo go akceptuje, az nie mgoe w to uwierzyc, ale nie znaja jego prawdziwej twarzy, bo ja nigdy o tym nic nie mowilam, a on tez jak jestemy w Polsce gra aniolka, nawet pije piwo z moim ojcem. No po prostu 100% zeuropeizowany Pakistanczyk. To tylko pozory, bo w domu we Wloszech ze swoim bratem nigdy by sie nie napil nawet wina do obiadu. Mnie zabrania pokazywac bratu, ze mam alkohol w pokoju, procz tego kreci nosem, jak zaloze spodenki krotsze niz do kolan.
DZIEWCZYNY, UWAZAJCIE! Sniada karnacja i umiejetnosc czarowania kobiet to nie wszystko, oni maja druga twarz, ktorej Wam nie pokaza dopoki z nimi nie zamieszkacie i nie poznacie ich od kuchni!
 
Jesli juz znajde mieszkanie, pozostanie ostatni problem – jak powiedziec rodzicom, ktorzy go po prostu kochaja i czcza, ze sie od niego wyprowadzam?
Na uniwersytecie zaczal sie drugie semestr i postanowilam calkowicie poswiecic sie nauce, mniej myslec o problemach z Nim. Same sie nie rozwiaza, wiem, ale przynajmniej postaram sie tym wszystkim tak nie dolowac.
To smutne, ze niektorzy ludzie uwazaja moj blog za jakas prowokacje i nie wierza mi w to, co pisze… W koncu od tego jest internetowy pamietnik, zeby z siebie wyrzucac to, co nas martwi, nie zalozylam tego bloga po to, zeby kogos specjalnie oczerniac, albo zeby pisac jakies bajki..

Era già passata la mezzanotte. Chinò la testa e sentì che non sarebbe riuscito a fermare le lacrime. Da tanto tempo ormai non si sentiva tanto solo. Sarà stata colpa del compleanno. La solitudine non locoglieva da un paio d’anni ormai, nella folle corsa della vitaq uotidiana. Ci si sente soli quando si ha tempo per pensarci. Lui non aveva tempo. Lui aveva organizzato il proprio tempo così bene che non gliene rimaneva. 

Janusz Leon Wisniewski „Samotnosc w sieci”



Egzamin z informatyki podstawowej poszedl dosc dobrze, skonczylam jako pierwsza (byl to praktyczny egzamin na znajomosc Worda i arkuszow kalkulacyjnych), a profesor, widzac moj polski dowod zaczal do mnie z usmiechem mowic po angielsku, ale to nie bylo konieczne. Naprawde mile uczucie. 

Wreszcie wyszlam „do ludzi”. Mozna powiedziec, ze przez prawie 3 tygodnie siedzialam w domu z drzwiami i oknami zabitymi na cztery dechy i nareszcie dzis moglam pooddychac swiezym powietrzem. Pojechalam do miasta. Przed egzaminem spotkalam jedna Ukrainke, tez robila ten sam egzamin, ktora jest we Wloszech mniej wiecej tak dlugo, jak ja, a po wlosku mowi pietnascie razy lepiej niz ja (zastanawiam sie ciagle, dlaczego i dochodze do wniosku, ze to dlatego, ze ma chlopaka Wlocha, bo moj po wlosku nie chce ze mna rozmawiac, upiera sie na angielski). Po egzaminie (ktory byl na innym wydziale) pojechalam jeszcze na moj wydzial oddac ksiazki do biblioteki. Po drodze mila niespodzianka – spotkalam dziewczyne z kursu wloskiego, Hiszpanke, pogawedzilysmy troche i poszlam dalej. Pozniej weszlam do pociagu i zobaczylam nadchodzaca kobiete z mala dziewczynka i trzema bagazami, chciala wejsc do tego samego wagonu. Pomoglam jej wniesc bagaze. Okazala sie Nigeryjka, pogawedzilysmy, a ja pobawilam troche jej coreczke Marie.

Dzien pelen kontaktu z ludzmi, tego mi od dawna brakowalo. Jednak po powrocie do domu zastalam Jego w ciemnym mieszkaniu bez pradu. Siedzial w pokoju ze swieczka na stole.

Ja: Dlaczego nie ma pradu?
On: Nie zaplacilem rachunku z grudnia, ale zadzwonilem i maja niedlugo wlaczyc.

No pieknie. Na szczescie (jego szczescie, bo bym go chyba zamordowala) wlaczyli prad po jakiejs godzinie. Bez komentarza. 

W nastepnej notce opisze mentalnosc Wlocha, ktorego mialam okazje poznac. Dla osob mieszkajacych w Polsce to specyficzny Wloch, a dla Polakow w Italii pewnie nic nowego.

We Wloszech zakwitla juz wiosna. Ba, co ja mowie – tutaj w ogole nie bylo zimy! procz tego sniego utrzymujacego sie przez gora tydzien. Tutaj, mimo ze prawie w gorach, rosna calorocznie zielone rosliny, tylko gdzies w grudniu widzialam spadajace liscie z drzew na skwerku w „centrum” wioski. Ladnie bylo. Bardzo lubie jesien. No, ale teraz juz wiosna, pierwszy raz wynioslam stojak na mokre ubrania na balkon i wszystko ladnie sie suszy, kukulki mi zaczely spiewac przed oknem i tak sie kreci.


W moim emigracyjnym i studenckim zyciu wszystko jak narazie kreci sie wokol domu. Robie za taka casalinga, czyli gospodynie domowa w domu z dwoma Pakistanczykami. A ugotowac, a posprzatac, a to zrobic pranie. Wszystko dlatego, ze po prostu nie mam nic innego do roboty. Na uniwersytecie jak narazie trwa sesja, wiec mialam dwa tygodnie wolnego. Ale juz sie koncza. Zdawalam w tej sesji tylko dwa egzaminy – z lingwistyki-glottologii i z jezyka wloskiego. Trzeci, z informatyki podstawowej mam za 4 dni. Z lingwistyki ocene przemilcze (ale zdalam!), a wloskiego dostalam az 28/30 (93%, we Wloszech nie ma systemu trojka, czworka, piatka, ale sa punkty, mozna miec od 0 do 30, a zdaje sie przy 60%, czyli 18 punktach), drugi wynik w klasie. Oczywiscie, ten egzamin zdawali tylko obcokrajowcy, czyli stranieri. Na poczatku I semestru, we wrzesniu zdawalam inny egzamin, narzucony przez ministra edukacji, na poziomie C2, czyli najwyzszym i obowiazkowy zarowno dla stranieri, jak i dla Wlochow. Nie musze chyba wspominac, ze go nie zdalam. Ale i tak moge studiowac, tylko ze mam cos, co sie nazywa OFA (warunkowe), i jesli tego egzaminu nie zdam do wrzesnia, to odpadam i musze powtarzac rok.
Egzaminu z wloskiego wstepnego nie zdalo 135 Wlochow na 700. Na lekcji przygotowujacej do poprawki bylo paru Wlochow, ktorzy… nie mowili po wlosku, ale w swoim dialekcie.

I jak ja mam go zdac!? Zobaczymy w nastepnej sesji, tj. w maju.

A teraz jem sobie lenticche z peperoncino (peperoncino to taka lagodna odmiana chili), przygotowane przez Jego brata. 


Mamma mia, jem to i zione ogniem, bo takie ostre. Ale dobre.

  • RSS