polsko-wloskie blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: studia

Dzisiaj nie napisze „naszej historii”, poniewaz wczoraj wrocilam do domu bardzo pozno i nie mialam nawet czasu sie ogarnac. Caly dzien na uniwersytecie, zero przerwy, a jadlam w drodze do nastepnej klasy, nawet nie bylo czasu zajrzec do mensa universitaria (stolowka studencka), na ktora mam znizke.


Egzamin z informatyki, o ktorym tutaj wczesniej pisalam, musialam powtorzyc, bo zamiast wynikow otrzymalam maila od profesora, w ktorym napisal, ze „plik z egzaminem jest uszkodzony, prosze przyjsc w czwartek o 14.00 do mojego biura, zeby powtorzyc egzamin”. No to poszlam. Przychodze, a tutaj w kolejce 12 osob przede mna. A przeciez ricevimento (hmm… po polsku to bedzie „godziny przyjec”) sie konczylo o 16.00, czyli dwie godziny pozniej. No dobra. Usiadlam i czekam. Minely dwie godziny, umieralam z glodu, a przede mna jeszcze 7 osob. Za mna dwie. W koncu profesor postanowil przyjmowac po dwie osoby i na dwoch komputerach robily egzamin. Po 3,5 godzinach weszlam ja, zrobilam egzamin tak szybko, jak tylko sie udalo i ucieklam do domu. Oczywscie zdalam. :) Czyli 5 nastepnych kredytow zaliczonych. Mam juz 15 z… 60, ktore musze zdobyc w tym roku szkolnym.

On cos sie ostatnio zmienil. Przedwczoraj zapytal mnie cicho „Naprawde szukasz mieszkania?”…, a mnie sie zrobilo smutno, ale odpowiedzialam, ze tak. Ogloszenia w internecie sa, pare tez jest na uniwersyteckiej tablicy. Nie odezwal sie, ale widzialam, ze byl troche rozczarowany. Od kiedy osiagnal (chyba) szczyt swojej zlosci, to jest polamal ladowarke od komputera, sluchawki i noz, uspokoil sie. Ba, zaczal byc mily i wreszcie sie jako tako dogadujemy. Moze On teraz czeka na moj ruch?

Witam. W sprawie mieszkania narazie nic nie udalo sie zdzialac, nikt nie odpowiedzial. Wyslalam tez maila na uniwersytet, zeby zapytac, czy sa jakies wolne miejsca w akademiku, ale nic nie ma. Udalo mi sie ustalic, ze powiadomia mnie, gdy jakies miejsce sie zwolni.


Jutro napisze, jak to od poczatku bylo z Nim, jak sie poznalismy i jaki mi sie na poczatku wydawal – az do czasu, jak przyjechalam do Wloch. Tutaj wszystko sie zmienilo. Dziekuje Wam wszystkim za komentarze i maile, nie spodziewalam sie tak wielu. Odezwalo sie do mnie pare dziewcyzn, ktore sa/byly w takiej samej sytuacji, jak ja. Ciesze sie, ze mozemy wymienic doswiadczenia.

Dostalam tez jedna anegdote, ktora dobrze chyba odzwierciedla moja sytuacje - 



Fragment o badaniach przeprowadzanych na kaczkach.
Były sobie dwie kaczki. Jedna mechaniczna i jedna żywa.
Obu kaczkom dano pod opiekę małe kaczątka.
Różnica w wychowaniu polegała na tym, że mechaniczna kaczka co jakiś czas dotkliwie dziobała swoje małe kaczątka. 
Żywa kaczka była normalną kaczką.

Gdy kaczątka żywej kaczki podrosły, zaczęły się usamodzielniać. Odchodziły od niej, badały nowe tereny, słowem – dystansowały się z wiekiem.
Gdy kaczątka mechanicznej kaczki podrosły, zachowywały się jakby wciąż były małymi kaczątkami. Nie tylko nie odchodziły od niej, ale cały czas dzielnie znosiły kary cielesne.
Owe badania dowiodły, że silniejszą więź z matką zachowywała grupa dziobana. Im mocniej były krzywdzone kaczątka, tym bardziej stawały się uzależnione od krzywdzącej je kaczki. 

Z ludźmi nie jest inaczej. 
Zniewolenie nie zawsze wyzwala chęć wyzwolenia. Często uczy bezsilności. 


Mimo, ze on sie tak zachowuje, nie potrafie podjac decyzji i od niego odejsc, omotal sobie mnie wokol palca i ma nade mna pelna przewage…

Ale dzisiaj na przyklad (oraz wczoraj) zachowywal sie nadzwyczaj dobrze, nawet pomogl mi w gotowaniu i wreszcie normalnie porozmawialismy. Sa lepsze dni i gorsze dni. Dlatego tak ciezko mi odejsc.

We Wloszech zakwitla juz wiosna. Ba, co ja mowie – tutaj w ogole nie bylo zimy! procz tego sniego utrzymujacego sie przez gora tydzien. Tutaj, mimo ze prawie w gorach, rosna calorocznie zielone rosliny, tylko gdzies w grudniu widzialam spadajace liscie z drzew na skwerku w „centrum” wioski. Ladnie bylo. Bardzo lubie jesien. No, ale teraz juz wiosna, pierwszy raz wynioslam stojak na mokre ubrania na balkon i wszystko ladnie sie suszy, kukulki mi zaczely spiewac przed oknem i tak sie kreci.


W moim emigracyjnym i studenckim zyciu wszystko jak narazie kreci sie wokol domu. Robie za taka casalinga, czyli gospodynie domowa w domu z dwoma Pakistanczykami. A ugotowac, a posprzatac, a to zrobic pranie. Wszystko dlatego, ze po prostu nie mam nic innego do roboty. Na uniwersytecie jak narazie trwa sesja, wiec mialam dwa tygodnie wolnego. Ale juz sie koncza. Zdawalam w tej sesji tylko dwa egzaminy – z lingwistyki-glottologii i z jezyka wloskiego. Trzeci, z informatyki podstawowej mam za 4 dni. Z lingwistyki ocene przemilcze (ale zdalam!), a wloskiego dostalam az 28/30 (93%, we Wloszech nie ma systemu trojka, czworka, piatka, ale sa punkty, mozna miec od 0 do 30, a zdaje sie przy 60%, czyli 18 punktach), drugi wynik w klasie. Oczywiscie, ten egzamin zdawali tylko obcokrajowcy, czyli stranieri. Na poczatku I semestru, we wrzesniu zdawalam inny egzamin, narzucony przez ministra edukacji, na poziomie C2, czyli najwyzszym i obowiazkowy zarowno dla stranieri, jak i dla Wlochow. Nie musze chyba wspominac, ze go nie zdalam. Ale i tak moge studiowac, tylko ze mam cos, co sie nazywa OFA (warunkowe), i jesli tego egzaminu nie zdam do wrzesnia, to odpadam i musze powtarzac rok.
Egzaminu z wloskiego wstepnego nie zdalo 135 Wlochow na 700. Na lekcji przygotowujacej do poprawki bylo paru Wlochow, ktorzy… nie mowili po wlosku, ale w swoim dialekcie.

I jak ja mam go zdac!? Zobaczymy w nastepnej sesji, tj. w maju.

A teraz jem sobie lenticche z peperoncino (peperoncino to taka lagodna odmiana chili), przygotowane przez Jego brata. 


Mamma mia, jem to i zione ogniem, bo takie ostre. Ale dobre.

  • RSS